7 wrz 2014

Da Kooka, UG 23.08.2014 - koncert dla którego "poświęciłem" Cieszanów






To był wyjątkowy weekend. Większość osób w naszym regionie, które chciały posłuchać muzyki na żywo, pędziła na festiwal w Cieszanowie. Ja jednak wiedziony przeczuciem, że jeśli postąpię tak samo jak inni to w Underground Pub przejdzie mi koło nosa czarny koń wieczoru (a raczej urodziwa klaczka ;) ), postanowiłem pozostać w Rzeszowie.


Da Kooka (bo to o jej występ się rozchodziło) to songwriterka pochodząca z Ukrainy. Naprawdę ma na imię Катерина, czyli Katarzyna. Pierwotnie występowała pod pseudonimem Kooka, by z czasem zmienić go dołączając z przodu rzeczone Da.



O dziwo, gdy w sobotę pojawiłem się na miejscu, okazało się że mimo wszystko dość liczna grupa osób też zdecydowała się  posłuchać tej praktycznie nieznanej bliżej w Polsce  artystki. Koncert świadomie został godzinę opóźniony (bywają gdzieś w ogóle punktualne koncerty ? ;) ), aby dać szansę dotrzeć wszystkim maruderom (do których zresztą sam się tego wieczoru zaliczałem).


Gdy artystka weszła na scenę, poczułem się lekko zdumiony. Moim oczom ukazała się 20-letnia, nieśmiało zerkająca w stronę publiki dziewczyna, ubrana w niepozorną bluzę i myślę, że nie tylko ja poczułem się zaskoczony. Weszła i po prostu zaczęła śpiewać. Ale za to jak śpiewać!

Gdy jako pierwsze, popłynęły dźwięki coveru "I'm not your toy", wiedziałem że popełniłbym błąd będąc w tym momencie w Cieszanowie. Mocny, przenikliwy ale zarazem delikatny głos i akompaniament na klawiszach. Tyle. Albo aż tyle.
Da Kooka ma w sobie pokaźny potencjał, który  w przyszłości może jeszcze zaowocować, ale już teraz słychać i czuć, że oprócz świetnego głosu, w tym co  robi jest sporo emocji.



Gdy wykonała utwór śpiewając w języku polskim (jak się później dowiedziałem - premierowo), byłem przekonany że to jakiś cover polskiej artystki!
Smutny, z pewną dozą dramaturgii i nostalgii zarówno w warstwie tekstowej jak i w głosie  wokalistki, zabrzmiał chyba najlepiej z całego repertuaru wykonywanego na  koncercie. Da Kooka nie posługuje się językiem polskim, tym bardziej na uznanie zasługuje że porwała się na napisanie/zaśpiewanie utworu w naszym ojczystym języku.



Da Kooka to młoda artystka, i mam wrażenie że jeszcze nie do końca jest pewna w którym kierunku chce właściwie podążać. Z jednej strony prezentuje się publice jako songwriterka wykonująca utwory zaaranżowane na klawisze i głos, z drugiej - dużo udziela się w projektach dzidżejskich (vide - profil artystki na soundcloudzie, link poniżej recenzji) gdzie współpracując - jej wokal niejako dopełnia poszczególne utwory.

Z mojego punktu widzenia (słyszenia), bardziej przemawia jednak  do mnie ta pierwsza - liryczna odsłona wokalistki; w tym drugim przypadku śpiew Da Kooki przepada na drugim (trzecim ?) planie. I bynajmniej nie chodzi mi o tu o kwestie techniczne (realizacja) poszczególnych utworów.

Poza tym, już w takcie koncertu czuć było że Da Kooka, to jeszcze nieopierzona, młoda scenicznym stażem artystka, której zwyczajnie brakuje szlifu/obycia na scenie. Praktycznie każdy utwór, niepotrzebnie kończył się słowem "dziękuję", które padało wręcz zanim zdążyły wybrzmieć ostatnie dźwięki utworu. Psuło to ogólne przyjęcie i niepotrzebnie  wprowadzało dysonans w odbiór utworów, szczególnie przy tych które potrzebowały ciszy aby spokojnie, nastrojowo wybrzmieć. Piosenkarka (ktoś jeszcze używa takiego słowa ? ;) ) po występie zeszła nagle ze sceny i tyle ją widziano. Można by zaryzykować twierdzenie że wręcz "zbiegła".




To tyle jeśli chodzi o moje "muchy w nosie" odnośnie artystki/koncertu; cale szczęście, muzycznie Da Kooka obroniła się, i mam cichą nadzieję, że włodarze Underground'u (pozdrawiam! :) ) zaproszą tą obiecującą solistkę jeszcze raz, czym zawczasu nie omieszkam się z Wami podzielić, bo na koncert Da Kooki naprawdę warto się wybrać.



Mam nadzieję że w zaczynającym się właśnie sezonie koncertowym naszego pięknego miasta/regionu, będzie więcej występów takich właśnie artystów: niezależnych, offowyh i zdecydowanie bardziej frapujących niźli wszystkie hepisedy, komy i inne końceświata które to, są zapraszane do Rzeszowa i okolice notorycznie aż do znudzenia, nad czym zresztą mocno ubolewam, ale to już temat na inny (najbliższy, mam nadzieję na dniach) wpis, który poświęcę na blogu.

DA KOOKA: http://soundcloud.com/da-kooka